wtorek, 2 marca 2010

Quesadillas z kurczakiem

Zadzwoniła dziś Ivi z pytaniem, czy dobrze się czuję, bo dawno nie opublikowałam nic na blogu:) Zrobiłam sobie kilka dni wolnego i pojechałam odwiedzić Rodziców. Jak dobrze jest wrócić do rodzinnego domu:) Taki wyjazd rozleniwia - hihihi:)

Wiadomość z ostatniej chwili: udało się nam zabukować podróż poślubną:) Już nie mogę się doczekać wyjazdu:)

Dziękuję Szalonym Redaktorom za piątek:) Było cool:) Czekam na kolejne piwo! Lisku Pyśku i Attyde pamiętajcie: raz, dwa i HA! :P Przyjemne doznania gwarantowane-hahaha:P 

Przepis pochodzi z Onetu i jest baardzo zapychający! 
Składniki:
4 naleśniki (przez długi czas moje naleśniki były dosyć kruche i łamliwe - nie pytajcie, jak to jest możliwe:) Wreszcie dostałam przepis od Cioci Iwony: 3 jajka, 1,5 szkl. mleka, 1,5 szkl. mąki i łyżeczka proszku do pieczenia. Składniki miksujemy).
4 pomidory pokrojone w kostkę - dałam puszkę pomidorów krojonych
3/4 posiekanej cebuli
2 piersi z kurczaka
Starty żółty ser do posypania
Przyprawy (zioła prowansalskie, oregano, bazylia, pieprz, czerwona papryka i oczywiście harrisa)
Oliwa z oliwek

Piersi z kurczaka myjemy, kroimy na kawałki, doprawiamy i podsmażamy.
Dodajemy cebulę. Podsmażamy.
Dodajemy pomidory i przyprawy. Dusimy na małym ogniu do zgęstnienia sosu.
Międzyczasie smażymy naleśniki.
Naleśnik wykładamy na talerz, polewamy go częścią sosu, posypujemy serem, przykrywamy drugim naleśnikiem, na który również wykładamy sos i posypujemy serem.

Smacznego!

Ach, te kalorie:)

10 komentarzy:

  1. a tam kalorie, olać je:) ważna też jest ta rozkosz dla podniebienia hmmm, w końcu kochanego ciałka nigdy... tzn. będzie więcej miejsca do przytulania :D

    OdpowiedzUsuń
  2. dokladnie...kohane cialka nigdy za wiele...

    OdpowiedzUsuń
  3. Nemi Kochana, żeby to tak przy takim pysznym jedzeniu mówić o RAZ,DWA I HA:)to jest możliwe tylko w Twoim przypadku:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dokładnie Kochani, wciąż powtarzam, że facet to nie pies, żeby na kościach leżał :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Macio, a to specjalnie dla Ciebie: WIELKI PRZYTULAK NEMISIOWY. Czytałam ostatniego posta na Twoim blogu, okropnie jest mi przykro, w takich chwilach nie potrafię uczuć ubrać w słowa...Duży przytulak, buziak i kaptur na głowę (jak miałam w zwyczaju:). Mam nadzieję, że się trzymasz...

    OdpowiedzUsuń
  6. Attyde najpierw pyszne jedzonko, a później RAZ,DWA i HA!Jedno i drugie rozkoszą jest przecież:P Lepiej nie marudź, tylko zaskocz swojego narzeczonego:P Liskowi też to poradziłam-hihihi:P Miłej zabawy (nie)grzeczne dziewczęta:)

    OdpowiedzUsuń
  7. dziekuje Nemi za dobre rady...ja sie trzymam jak zwykle z reszta...ale tak to czasem w zyciu bywa...kazdy tego doswiadczyl, doswiadcza albo dopiero doswiadczy...

    ja tez wyznaje zasade ze facet to nie pies i na kosci sie nie rzuci...hehe....

    OdpowiedzUsuń
  8. Hahaha - dobre Macio, dobre:) Tej wersji jeszcze nie słyszałam:)

    OdpowiedzUsuń
  9. o rany, jak ja to uwielbiam!!

    OdpowiedzUsuń